BREXIT - prawdziwy demon czy strach na wróble?

Od rana wszystkich elektryzuje informacja o wynikach referendum dotyczącego Brexitu. Media prześcigają się w czarnych scenariuszach, mnożąc wszystkie możliwe opcje. Niektórzy już dziś spotkali się z niezbyt miłymi pytaniami o termin powrotu do kraju. Z czym tak naprawdę mamy do czynienia? Czy powinniśmy się martwić?

Wykładowca brytyjskiego prawa konstytucyjnego na Oxford University, Mikołaj Barczentewicz postanowił zareagować na informacyjny galimatias, który zapanował w mediach i głowach zaniepokojonych Brexitem Polaków poniższym komentarzem:


1. Wielka Brytania nie wyszła z Unii Europejskiej i nie jest pewne czy wyjdzie. To referendum nie ma żadnej mocy prawnej, ani w prawie UK, ani w prawie UE. Innymi słowy, nie jest prawdą, że doszło do 'Brexit'.

2. Jest prawnie możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne, że nowy rząd w Londynie z pomocą parlamentu doprowadzą do niezwłocznego jednostronnego wypowiedzenia traktatów UE.


3. Prawdopodobny scenariusz jest taki, że przez najbliższe kilka lat niewiele się zmieni w prawnej relacji UK/UE, a traktatowa procedura wyjścia z UE (słynny Artykuł 50 TUE) zostanie dopiero wszczęta, gdy brytyjski rząd będzie miał jasny plan (jest do tego jeszcze daleko).

4. W pewnym sensie Wielka Brytania (a nawet Zjednoczone Królestwo) może nigdy nie wyjść z Unii Europejskiej jeśli przestanie istnieć w wyniku uzyskania niepodległości przez Szkocję, co zapowiedziała dziś stojąca na czele rządu Szkocji Nicola Sturgeon (możliwa jest też unifikacja Irlandii). W takim scenariuszu to będzie "Engxit" a nie "Brexit" - tylko Anglia (z Walią) opuści UE. 5. Mniej prawdopodobne, ale też możliwe jest że brytyjska klasa polityczna znajdzie sposób, żeby zostać w UE mimo wyniku referendum (które jest, przypominam, prawnie niewiążące).


W chwili obecnej możemy więc doradzić przejście nad referendum do porządku dziennego i nie reagowanie na mało śmieszne dla nas - Polaków zaczepki ze strony Brytyjczyków. Po wprowadzeniu w życie słynnego już art. 50 Zjednoczone Królestwo będzie miało całe dwa lata na negocjowanie warunków wyjścia z Unii Europejskiej. Nie ma gwarancji, że proces ten zakończy się sukcesem, bo warunki odejścia muszą zostać zaakceptowane przez wszystkie państwa członkowskie. Nie ma sensu pakować toreb, planować wyjazdów do innych krajów lub w panice składać wnioski o rezydenturę. Za kilka tygodni emocje opadną, a życie wróci do normy.