Walentynkowy szał

Wielkimi krokami zbliżają się Walentynki – święto miłości, święto wszystkich zakochanych, święto ogłaszające swą nadchodzącą obecność wystawami sklepów ustrojonych w czerwone piórka, ogrom serduszek, krzyczących do nas wyznaniami miłości.

Święto Walentego od lat ma swoich zwolenników i przeciwników.

Entuzjaści Walentynek, w przededniach tego święta biegną do sklepów wykupując karty walentynkowe z wyznaniem najszczerszej miłości, diabełki z parą widełek gotowe wkłuć się w serce swojej „ofiary”, bukiety róż – koniecznie czerwonych (żółte, białe czy różowe mogą bowiem nieść ze sobą inne przesłanie niż miłosne), baloniki w kształcie serduszka; i inne wyrażające uczucia miłości artefakty. Miłośnicy Walentynek udają się na spacer po parku, przenosząc się szybko do kina – najlepiej na romantyczny film wyciskający łzy nie z samych oczu nawet, ale z głębi duszy; po czym po seansie kinowym nadchodzi czas na kolację przy świecach, w blasku których zakochani mogą patrzeć sobie w oczy. Wszystko to po to, aby w sposób najbardziej obrazowy udowodnić adresatowi swych uczuć jak bardzo są one autentyczne.

Po drugiej stronie barykady mamy tych, którzy na Święto Walentego nie patrzą tak przychylnym okiem, mówiąc o komercjalizacji; o tworze koncernów reklamowych; o żerowaniu na kieszeni biednego konsumenta, który to zrobi wiele by nie narazić się wybrankowi czy wybrance swojego serca. Brak prezentu walentynkowego może zostać bowiem odebrany jako oznaka wygasającego uczucia. Są też tacy, którzy twierdzą, iż Walentynki uznawane za święto miłości przywodzą zupełnie przeciwne przesłanie. Im bardziej silimy się tego dnia na okazywanie miłości, tym bardziej nieszczere może się to wydawać, jeśli do tej pory skąpiliśmy naszemu partnerowi namiętności.

I tutaj pojawia się pytanie... czy obchodzenie Walentynek ma sens ? Czy niesie ze sobą więcej pozytywów, czy minusów ? Czy nie polegamy na Święcie Walentego do takiego stopnia, gdzie powstrzymujemy się od okazywania uczuć na codzień, bo w końcu przyjdzie na to czas 14 lutego kiedy usiądziemy z ukochaną osobą przy świecach i tak się sobie napatrzymy w oczy, że wystarczy do przyszłego roku ? Czy nie jest tak, że święto które nazywamy świętem zakochanych, w zasadzie przyczynia się do umierania romansu? – starego, dobrego, książkowego pojmowania miłości, gdzie zakochani na codzień trzymali się za ręce; na codzień jedli wspólną kolację, nie wspólnie z telefonem; na codzień mówili sobie „kocham Cię”, a nie od przysłowiowego święta.

A może jednak potrzebny jest taki dzień jak Walentynki, czysto po to by przypomnieć sobie, że ważne jest by być razem; by poświęcić sobie wzajemnie uwagę w zabieganym świecie; by wyznać to czego nie mieliśmy odwagi wyznać do tej pory ?

Takich pytań moglibyśmy zadać jeszcze dziesiątki. A jakie są wasze odczucia na temat nadchodzącego święta ? Czy już czujecie ukłucie pod serduchem ? Przygotowujecie się pieczołowicie czy nie przywiązujecie większej uwagi do nadchodzącego Dnia Zakochanych? Podzielcie się z nami Waszymi poglądami w komentarzach !